Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsztat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsztat. Pokaż wszystkie posty

21.11.2021

Army Painter Air - recenzja

Dziś pora na recenzję, a będzie to coś zupełnie nowego na rynku, zestaw farb z nowej serii Air od Army Paintera.

Do tej pory była to firma głównie znana z dość przyzwoitych pędzli i raczej słabych farb. Co ciekawe, ja nigdy z ich farbkami nie miałem specjalnych problemów, ale mimo to podchodziłem do nich dość ostrożnie - za sprawą ich obiegowej opinii.

Całkiem niedawno firma postanowiła odświeżyć swoją linię farb wprowadzając nową formułę dla podstawowych farb, oraz wprowadzając dwie nowe - odpowiednik kontrastów GW (której jeszcze nie przetestowałem) oraz serię Air - dedykowaną do aerografów.

Zestaw jaki otrzymałem do testów to Warpaints Air Starter Set. Pudełko zawiera 12 podstawowych kolorów (w tym jeden metaliczny) oraz dużą butelkę z podkładem. Pełna paleta zawiera prawie 130 farbek połączonych w triady ciemna baza, mid, highlight, co tworzy dość sympatyczny system malarski i jest proste w ogarnięciu, bo na każdym słoiczku jest narysowane którym elementem triady jest dana farbka.

Pierwszy kontakt z produktem to dość pozytywne zaskoczenie obecnością metalowych kulek ułatwiających dobre wymieszanie pigmentu z medium przed użyciem farbki. Pojemniczki są dość standardowe, nie odbiegające specjalnie od zakraplaczy innych producentów. Szyjki nie są zalane plastikiem i nie trzeba ich nawiercać przed pierwszym użyciem.

Na pierwszy rzut poszedł Daemonic Yellow, czyli dość jaskrawy odcień żółtego, jedna z trudniejszych farbek.

Po umieszczeniu kilku kropel w aerografie zauważyłem że konsystencja jest na tyle dobra, że nie wymagała dalszego rozcieńczania w odróżnieniu od farb do aero od vallejo albo gw. Sam proces malowania upewnił mnie w tym. Krycie było całkiem niezłe, a jednocześnie każda warstwa była odpowiednio półprzezroczysta dzięki czemu dawało się tym robić stopniowe blendy jak i nałożyć kolor na preshadowany model nie rujnując przy tym zenitala (co zdarza mi się dość często z farbami vallejo i bardzo często z farbami GW). Kilka chwil rozprowadzania farby na modelu i udało mi się pomalować szmatkę nie wyjeżdżając zanadto poza jej obrys. Śnieżenie było przy tym minimalne, co widać na zdjęciu poniżej. Malowałem po szarym podkładzie (widać go na dole na kolczej zbroi).

Pozytywnie zaskoczony rezultatem wypróbowałem kolor czerwony, z dość podobnym rezultatem. Praca z farbą była bardzo sympatyczna, a sam odcień czerwonego żywy i zadowalający. Jedyny minus to chyba zbyt duża satynowość farby, ale od tego mam matowy lakier żeby to wyrównać na koniec malowania.


Kolejna próba to jasny brąz i zieleń (rozjaśniona żółtym). W tym momencie dało się zauważyć że farby zachowują się niemal identycznie niezależnie od koloru! W przypadku innych firm właściwości farby takie jak krycie czy stopień rozwodnienia różnią się pomiędzy kolorami dość mocno. Tutaj charakterystyki poszczególnych barw są niemal identyczne! Duży plus.

Kolejne kolory, czyli fiolet i niebieski. Coraz mniej niespodzianek. Farby są przewidywalne i jednorodne. Praca z nimi jest przyjemna. Co ciekawe, do tej pory nie udało mi się nimi zapchać dyszy aerografu, choć mam wrażenie że zeschnięte resztki są nieco bardziej oporne na czyszczenie cleanerem niż farby innych producentów, ale na szczęście nie jest to jakoś mocno uciążliwe.


Koniec końców każdy jeden niemetaliczny kolor w pudełku okazał się bardzo dobry. Zarówno w malowaniu aerografem jak i pędzlem (tu trzeba nałożyć 2-3 "thin coats"). Dzięki temu że farb nie trzeba dodatkowo rozwadniać malowanie nimi jest całkiem szybkie i efektywne, oraz... przewidywalne.

W tym momencie doszedłem do buteleczki z metalikiem i tu nastąpił pierwszy zgrzyt. Dołączony metalik jest po prostu słaby i dramatycznie odstaje jakością od reszty farb. Nie dość że krycie ma fatalne, to jeszcze drobinki miki są na tyle duże że zbijają się w taki niemal piasek, co widać na zdjęciu poniżej. Jedyny plus farbki to to, że jest nieco bardziej metaliczno-odblaskowa niż farby od vallejo.


Na sam koniec przetestowałem załączony podkład, który również nie przypadł mi do gustu. Jest nieco zbyt wodnisty, a po 24 godzinach zbyt łatwo złazi z modelu. Jakościowo jest jak podkład z vallejo a nawet jeszcze gorszy.

Koniec końców z podstawowych farb Air jestem bardzo zadowolony i jestem przekonany o tym, że wejdą do mojego warsztatu na stałe. Wydają się lepsze od farbek Vallejo, a praca z nimi kosztuje mniej nerwów z zapychającym się aerografem. Metalikowi i podkładowi mówię na ten moment stanowcze NIE. Metaliki Vallejo Air oraz One shot Primer od MIGa są w tym momencie zupełnie nie zagrożone.

Farby do testów dostarczyła firma Arbooz.eu - dystrybutor firmy The Army Painter na terenie Polski.

11.07.2021

Pędzle Roubloff - wielki test!

 Dziś pora w końcu zamieścić moje przemyślenia związane z użytkowaniem pędzli firmy Roubloff.


Część z nich kupiłem sobie sam, część otrzymałem do testów od dystrybutora marki Roubloff, firmy Arbooz.eu.


Jak widać na powyższym zdjęciu wszystkie pędzle noszą pewne ślady użytkowania, gdyż malowałem nimi przez ostatnie pół roku. Jedne przeszły więcej, inne mniej, natomiast po takim okresie czasu mogę naskrobać parę słów związanych z wrażeniami. Będziemy iść od lewej do prawej.

1. 1S25 6 synthetic

Jak sama nazwa wskazuje jest to pędzel syntetyczny, a jak sugeruje zdjęcie jest to narzędzie do drybrusha i jako taki nie odstaje za bardzo od swojej konkurencji. Robi to co ma robić, aczkolwiek nie ma tu żadnej rewolucji. Osobiście przy drybrushu preferuję pędzelki do makijażu z miękkim włosiem o kształcie bardziej kulistym. Sprawdzają się znacznie lepiej. Mówimy tu oczywiście o malowaniu figurek. Przy terenach nie ma dla mnie większej różnicy czym szczotkuję i myślę, że ten pędzel będzie katowany właśnie przy okazji upiększania terenów, których jeszcze kilka mi zostało do wykończenia.

2. Miniature S4 00

Jest to syntetyczny, drobny pędzelek o bardzo długim włosiu. Kupiłem go z myślą o pin washach i jako taki sprawdza się raczej dobrze, aczkolwiek jest dla mnie osobiście... zbyt cienki. Jak dla mnie jest dobry co najwyżej do malowania panel lines na modelach pojazdów. Dlatego używam go dość sporadycznie, a dużo lepiej sprawdza mi się kolejna pozycja na liście, czyli:

3. Miniature S1 1

Jest to również pędzel syntetyczny, kupiony z myślą o washach MiGa i innych, które nie są na bazie wody. Pędzel ten jest nieco krótszy od poprzednika przez co magazynuje nieco mniej farby we włosiu i wymaga częstszego maczania, natomiast jego grubość jest znacznie bardziej uniwersalna przez co stosuję go znacznie częściej. Niestety jako syntetyk ma jedną poważną wadę o której muszę od razu napisać. Mniej więcej po trzecim malowaniu jego końcówka zamieniła się w maleńki haczyk, przez co malowanie nim detali stało się kompletnie niemożliwe. To był oczywiście ten moment w którym normalnie wylądowałby w koszu na śmieci, natomiast okazało się że mimo zmiany kształtu uniemożliwiającej malowanie gałek ocznych pędzel nadal sprawuje się względnie dobrze podczas malowania mniejszych powierzchni farbkami typu Contrast. Szczególnie dobrze maluje mi się nim wszelkie pasy. Co ciekawe, spodziewałem się że efekt haczyka będzie się powiększał z czasem tak jak to dzieje się w syntetykach italeri czy innych mag-polach, natomiast tu o dziwo nic takiego nie ma miejsca. Ciężko mi jakoś specjalnie rekomendować ten pędzel ze względu na wadę, natomiast muszę przyznać że używam go częściej niż bym tego się spodziewał.

4. 111F kolinsky 2

I tu przechodzimy do gwoździa programu. Po pierwsze nie jest to syntetyk, więc nie ma tutaj żadnych cudów dziejących się z włosiem. Po drugie, konstrukcja pędzla jest stożkowata, jest grubszy przy skuwce i bardzo cienki na czubku, dzięki czemu świetnie magazynuje farbę a jednocześnie da się nim precyzyjnie malować detale. Ogółem jest to póki co najlepszy pędzel z jakim miałem do czynienia w życiu i jest to mój obecny koń roboczy którym maluję niemal wszystko. Dodatkowo mimo katowania go non-stop i wielokrotnego umazania farbą aż po skuwkę zachowuje się nadal nieźle i wszystko wskazuje na to, że czeka go jeszcze sporo miesięcy eksploatacji. Jest to pędzel o którym nie mogę powiedzieć złego słowa i z czystym sumieniem mogę go zarekomendować absolutnie każdemu. Gdybym miał się wybrać na bezludną wyspę i mógłbym zabrać ze sobą tylko jeden pędzel - byłby to właśnie ten!

5. 101F kolinsky 0

Ten pędzel również jest z naturalnego włosia. Jego kształt i rozmiar czynią z niego idealne narzędzie do malowania detali i freehandów i jako taki sprawdza mi się w 100%. Stawiam go tutaj na podobnym poziomie co Artificer od Citadela i zdecydowanie wyżej niż Winsor & Newton, którymi po prostu nie lubię malować. Nie jest to co prawda taki hicior jak jego poprzednik, ale ciężko mi się tu do czegoś przyczepić i myślę, że również go mogę polecić, głównie do freehandów i gałek ocznych :-)


To chyba tyle jeśli chodzi o moje przemyślenia związane z użytkowaniem pędzli marki Roubloff. Wydaję mi się że jest to fajna i stosunkowo tania alternatywa wobec takich firm jak Citadel, Army Painter, czy Winsor & Newton, a jednocześnie sporo lepsze narzędzie niż pędzle Vallejo, Italeri, Mag-pole, Kozłowskie czy Feldherr.

31.10.2019

Podkłady Vallejo

Dziś podzielę się wrażeniami z testu sprayów od firmy Vallejo.


Do tej pory używałem podkładów GW (drogie, ale dobre), Mr Hobby (drogie, ale dobre), Army Painter (drogie i słabe) oraz Duplicolor i innych podobnych z castoramy (tanie i średnie).

Do sprayów Vallejo podchodziłem jak pies do jeża, ale pierwszy kontakt był już miłym zaskoczeniem. Śmierdzą stosunkowo mało, a lakier na tyle mało że można nim z powodzeniem pryskać wewnątrz pomieszczeń bez potrzeby czegoś więcej niż zwykłego wietrzenia przez 2-3 minuty.



Podkład (w moim przypadku żółty) rozpyla się bez problemu, wysycha na fajny mat a do tego jest trwały jak podkłady od Mr Hobby i GW. Czas schnięcia jest w miarę typowy. Farba ma dość drobny pigment i nie zasycha w locie sprawiając że pryskany model wygląda jakby był zakurzony (efekt ten często występuje przy tanich sprejach, ale też np w wypadku Army Paintera).

Lakier działa również bez zarzutu, nie zostawia "śniegu", choć schnie nieco dłużej niż bym się spodziewał. 

Podsumowując Vallejo oprócz dobrych cen zaskoczyło w tym wypadku całkiem niezłą jakością. Satynowy warnisz to coś, co zostanie ze mną z pewnością na dłużej.

28.10.2019

Farby Air





Dawno nie było tu żadnego posta warsztatowego, więc pora to zmienić.

Od pewnego czasu zacząłem stopniowo przechodzić do malowania z użyciem farbek typu Air.

Zarówno citadel jak i vallejo mają takie farby w swojej ofercie i są to odpowiedniki ich regularnych farbek tylko nieco bardziej rozcieńczone. Jakie są tego plusy?


  • dużo mniejszy problem z zasychaniem
  • nie trzeba ich rozwadniać
  • mają drobniejszy pigment niż normalne farby żeby nie zapychać aerografu


Jako pierwszy przykład weźmy Leadbelcher. Jest to farba o bardzo ciekawym odcieniu, taki nie za ciemny, nie za jasny, idealny pod późniejsze washowanie. Jednakże malowanie jego standardową wersją to koszmar, bo pigment jest tak gruby że ciężko uzyskać gładką powierzchnię. Leadbelcher air za to nadaje się idealnie do aerografu i go nie zapycha, no a dodatkowo można go używać do malowania pędzlem.
Znalezione obrazy dla zapytania leadbelcher air


Jeśli chodzi o metaliki których używam do malowania pędzlem, to tu królują vallejo air i spora metaliczna paleta. W dodatku kryją naprawdę dobrze i w ich przypadku wystarczy tylko 1 warstwa z pędzla!

Znalezione obrazy dla zapytania vallejo chrome air


Generalnie jeśli chodzi o minusy farb air, to:




  • minimalnie gorzej nadają się do drybrushowania, po prostu trzeba mocniej wysuszyć pędzel
  • dużo szybciej się zużywają, co sprawia że są nieco mniej ekonomiczne, z drugiej strony citadelki w wersji nie air lubią zasychać jeżeli są dłużej nieużywane, więc zysk jest tak naprawdę niewielki :-)

Drugi przykład jakiego użyję to farba Mephiston Red, oczywiście w wersji Air. Vallejo nie ma odpowiednika tego odcienia, a jest on tak przyjemny dla oka i soczysty, że używam go gdzie tylko się da. Oczywiście kładąc go z pędzla trzeba położyć 2-3 warstwy, ale możemy być pewni że krycie będzie super i nie będzie za grubej warstwy farby, która jest przekleństwem wielu początkujących (i nie tylko) malarzy.

Znalezione obrazy dla zapytania mephiston red air

Z innych kolorów w wersji air zdecydowanie polecam też biały (dowolnej firmy). Taki biały nakładamy w 3-4 warstwach, ale znowu mamy gwarancję że nie będzie za grubo i efekt końcowy będzie jak pomalowany z aerografu.

Gdyby ktoś chciał wypróbować farbki citadel air do pędzla lub do aero to w tym momencie ma je w ofercie praktycznie każdy sklep posiadający farby GW w ofercie, więc namawiam do spróbowania. Dodatkowo jeden z moich zaprzyjaźnionych sklepów odpalił małą promocję na serię Citadel Air, więc jak ktoś chce się załapać na farbkę w niższej cenie to niech wbija pod ten adres.

16.12.2016

Arsenał Maniexa - Metaliki - Część III

Pora na trzecią część mojego cyklu o metalikach - odcienie złotego.

Mój przepis na złoty to bazowe złoto, potem wash z Agraxa lub Reiklanda, a następnie rozjaśnienia Stormhost Silver.

Zatem dziś przyjrzymy się złotym metalikom. W szranki ze sobą staną:

Vallejo Liquid Gold, Formula P3 Blighted Gold, Citadel Balthasar Gold, Citadel Gehenna Gold, Citadel Liberator Gold, Citadel Retributor Armour

Tak prezentują się jedna koło drugiej wraz z efektem malowania jedną warstwą.





Przechodzimy do omówienia poszczególnych farbek.


Vallejo Liquid Gold - Old Gold,

Genialne krycie, chyba najlepsze w tym zestawieniu. Do tego świetny kolor. W palecie Liquid Gold są też inne odcienie, bardziej złociste, bardziej czerwone, co kto lubi - można sobie dobrać wedle potrzeb. Wady to kosmicznie długie bełtanie pojemniczkiem (1-2 minuty) oraz to, że szybko schnie na pędzlu i jest dość ciekła... lubi uciec poza małe detale. Farba idealna do malowania duuużych powierzchni. Ja pomalowałem nią moich Stormcastów.



Formula P3 Blighted Gold,

Jak dla mnie jest to odpowiednik Pig Iron w palecie złota. Ma bardzo interesujący odcień złotego, taki zielonkawy, przez co trzeba się nakombinować z dobraniem washa do niej. Ja używam mieszanki agraxa i athonian camoshade. Kryje jak złoto (nomen omen). Upierdliwy jest tylko ten cholerny pojemniczek od P3.

A oto przykład w zastosowaniu.



Citadel Balthasar Gold,

Najlepiej kryjące złoto z podstawowej serii nowej palety GW. Jest bardzo ciemne, przez co dobrze się washuje Agraxem. Kryje zauważalnie gorzej od poprzedników, ale dramatu nie ma.


Citadel Gehenna Gold,

Ma bardzo fajny klasyczny pomarańczowy ocień. Niestety dość fatalnie kryje. Najgorzej ze wszystkich farb w tym zestawieniu. W dodatku bardzo lubi się rozwarstwiać i trzeba ją wytelepać prawie tak długo jak VLG.


Citadel Liberator Gold,

Nie kryje może jakoś super (taka Gehenna plus), ale za to ma bardzo ciekawy "papierowy" odcień złotego. Można jej też użyć zamiast Stormhost Silvera do rozjaśniania innych złotych kolorów. Ma niestety również brzydką tendencję do rozwarstwiania. Długie telepanie mocno wskazane.



Citadel Retributor Armour

Mój faworyt w tym zestawieniu. Kryje prawie tak dobrze jak Liquid Gold, a do tego zachowuje się jak normalna farba (czyli nie zasycha na pędzlu i nie wycieka poza detale). Świetna zarówno w malowaniu dużych powierzchni jak i detali. No i ma chyba najbardziej klasyczny złoty odcień ze wszystkich kolorów w tym zestawieniu.



Ostatecznie mój osobisty ranking złotych metalików wygląda tak:

1. Citadel Retributor Armour,
2. Vallejo Liquid Gold,
3. Formula P3 Blighted Gold,
4. Citadel Balthasar Gold,
5. Citadel Liberator Gold,
6. Citadel Gehenna Gold


15.12.2016

Arsenał Maniexa - Metaliki - Część II

W poprzednim odcinku pokazałem Wam jakich farb używam jako bazę pod metaliki. Dzisiaj pora na jasne metaliki, czyli te, których używam do robienia zadrapań i rozjaśnień.

Wymagania jakie stawiam farbkom w tej kategorii to jasny kolor, dobre rozprowadzanie i dobre krycie! Tak, z reguły farby do highlightów nie muszą dobrze kryć, ale w przypadku metalików, aby wyszło dobre zadrapanie kreska musi być mocna i wyraźna, czego nie da się zrobić farbą, która źle kryje. W mojej technice malowania żelaza miękkie przejścia to zło!

A więc w dzisiejszym zestawieniu zobaczymy następujące farby:

Vallejo Liquid Silver, Citadel Stormhost Silver, Citadel Mithril Silver, ScaleColor Heavy Metal.





Skoro już każdy popatrzył i wyrobił sobie zdanie, pora na krótkie omówienie powyższych farb.

Vallejo Liquid Silver

Kryje jak kocur na wiosnę, ma fajny jasny odcień, niestety ma dwie duże wady. Ze względu na to, że jest to farba na bazie alkoholu i szybko schnie na pędzlu najlepiej się nadaje do malowania dużych powierzchni. Malowanie detali, zadrapań i krawędziowanie jest tu mocno upierdliwe. Drugi poważny minus to czas przygotowania farby do malowania. Z reguły trzeba telepać pojemnikiem 1-2 minuty przed użyciem aby pigment się dobrze rozmieszał w alkoholu. Inaczej będziemy mieć srebnego washa. Farba ta do rozjaśniania metalików techniką Maniexową się nie nadaje. Jest za to świetna do malowania dużych powierzchni.

Citadel Stormhost Silver

Nowa farbka ze stajni Citadela. Mimo, że ma napisane Layer kryje genialnie. Jeżeli przypatrzycie się uważnie powyższym zdjęciom, to Stormhost pokrył podstawkę najlepiej ze wszystkich testowanych przeze mnie farb. Must have. Rozjaśniam nią zarówno elementy żelazne jak i złote.

Citadel Mithril Silver

Jest to wycofana ze sprzedaży farba Citadela. Świetnie kryje i świetnie się zachowuje na pędzlu. W minimalnym stopniu gorsza od Stormhosta. Jeżeli jeszcze ją posiadacie - nie wyrzucajcie! Jeśli wam wyschła, nie ma co płakać - biegiem do sklepu po Stormhost Silver!

ScaleColor Heavy Metal

Pamiętacie moje zachwyty nad ScaleColor Black Metal? Otóż Heavy Metal jest jej całkowitym przeciwieństwem. Kryje słabiutko, a w dodatku jest minimalnie ciemniejsza niż Mithril Silver. Słowem - nie nadaje się do niczego. Może oprócz pryskania z aerografu.


I to tyle na dziś w temacie jasnych metalików. Mam ich jeszcze kilka, szczególnie innych jasnych odcieni ScaleColor, ale są one tak samo bezużyteczne jak Heavy Metal.

Jeśli znacie inne ciekawe jasne metaliki - nie zapomnijcie o nich wspomnieć w komentarzach!

14.12.2016

Arsenał Maniexa - Metaliki - Część I

Od dłuższego czasu zbierałem się do tego, aby rozpocząć ten cykl. Co prawda napisałem już wcześniej o kleju do plastiku, ale temat jakoś siadł w międzyczasie, więc pora ruszyć z czymś regularniejszym!

Na początek postanowiłem pokazać Wam jakich metalików używam na codzień.

Dziś pierwsza część, w której zaprezentuję tak zwane ciemne metaliki. W moim stylu malowania obowiązuje zazwyczaj prosty schemat malowania metalu takiego jak żelazo. Najpierw maluję bazę ciemnym metalikiem, następnie washuje w zależności od tego co chce uzyskać Nuln Oilem, Agraxem lub Reiklandem, a następnie rozjaśniam krawędzie i robię rysy jasnym metalikiem.
W swoim warsztacie zupełnie nie używam takich farb jak stary Chainmail, czyli pośredni odcień metalu. Zatem dziś omówimy ciemne metaliki stanowiące bazę dla żelaznych części figurki.

W szranki staną ze sobą następujące farbki: Mr Metal Color Dark Iron, Mr Hobby Color Black Metal, ScaleColor75 Black Metal, Citadel Base Leadbelcher, oraz Formula P3 Pig Iron.

 Tak prezentują się próbki powyższych kolorów jeden obok drugiego.





Przejdźmy zatem do omówienia poszczególnych farbek. 


Mr Metal Color -  Dark Iron, 

Zaczynamy od najbardziej "hardkorowej" farbki. Hardkorowej z kilku powodów. Otóż po pierwsze sam efekt końcowy, to prawdziwa metaliczna czerń. Ten metalik jest czarny jak dupa szatana i nie ma przesady w tym co mówię. Zdjęcie nie do końca oddaje ten efekt, ale jest to taka czarna czerń z delikatnym metalicznym połyskiem. Idealna do magicznych broni.

Po rozjaśnieniu jasnym metalikiem efekt wygląda tak:


Farbka ta jest hardkorowa jeszcze z dwóch innych powodów. Po pierwsze niesamowicie śmierdzi (póki nie wyschnie, a schnie momentalnie). Jest to pierwsza farba przy której miałem odruchy wymiotne :-) Drugi powód to jej konsystencja. Jest niemal tak płynna jak wash, przy czym nie zachowuje się zupełnie jak wash, a jak zwykła farba. Ot taka ciekawostka. Jej wadą jest to, że nie jest rozpuszczalna w wodzie i trzeba myć po niej pędzel acetonem. Ja używam do tego Mr Hobby Leveling Thinnera. Upierd antyspeedpaintowy, dlatego jest to farbka głównie do zadań specjalnych.


Mr Hobby Color - Black Metal, 

Jest to farba, która miała być dla mnie zamiennikiem Black Metal od Scale Color. Czy nim jest? Chyba tak, choć nie do końca. Po pierwsze kryje bardzo dobrze, po drugie ma odcień zbliżony do Scale Black Metal, a nawet minimalnie ciemniejszy (co jest liczone jako plus!). Jej wadą jest to, że jest na bazie alkoholu i lubi szybko schnąć na pędzlu, a przy tym nie działają na nią retardery. Jako, że maluję nią zamiennie z ScaleColor Black Metal efekt obu zaprezentuję przy kolejnej farbce. Pod względem krycia i koloru nie mam jej nic do zarzucenia. Jest niestety nieco mniej wygodna przy malowaniu detali ze względu na sposób rozprowadzania.


ScaleColor75 - Black Metal, 

Moja ulubiona bazowa farbka. Ma taki kolor jaki powinna mieć, dobrze kryje, ładnie się rozprowadza po figurce i nie schnie za szybko na pędzlu. Słowem ideał. Jedyna wada jest taka, że jest nie do dostania osobno. Można ją kupić tylko w komplecie z siedmioma zupełnie bezużytecznymi metalikami od Scale Color. I z tego powodu chyba docelowo przejdę na Mr Hobby Black Metal.

Oto przykłady figurek pomalowanych tą farbką.

 


Citadel Base - Leadbelcher, 

Następca legendarnego Boltgun Metal. Kryje minimalnie gorzej niż poprzednio wymienione farbki. Dodatkowo ma pigment o nieco za dużej ziarnistości przez co nie da się położyć tak cienkiej warstwy farby jak np w przypadku Mr Metal Color Dark Iron. Dodatkowo nie jest aż tak ciemny jak Black Metale i żeby ta farbka miała jakikolwiek sens, trzeba ją mocno zwashować Nuln Oilem, albo innym czarnym washem. Ewentualnie możną nią zdrybrushować figurkę w czarnym podkładzie uzyskując mniej więcej taki efekt.



Formula P3 - Pig Iron.

Ta farbka ma chyba tyle samo plusów co minusów. Plusy są takie, że świetnie kryje (jak wszystkie w dzisiejszym zestawieniu) oraz bardzo ładnie się rozprowadza. Minusy to kolor oraz pojemniczek. Jeśli chodzi o kolor, to farba ta jest dla mnie za jasna, w dodatku jest trochę żółtawa, co nie do końca odpowiada mojej koncepcji malowania. Pojemniczek zaś w dosyć wkurzający sposób zbiera nadmiar farby, co prowadzi do urywania się zatyczki. Nie umiem też otworzyć farbki P3 bez uwalenia farbą kciuka co kilka razy kosztowało mnie masę poprawek na upapranym ludku! Lubię Pig Iron ze względu na jej właściwości, ale ten kolor zupełnie nie pasuje do mojej koncepcji malowania ludków. Wymaga sporej ilości washa.

A oto przykłady jej użycia:




Gdybym miał je jakoś uszeregować pod względem tego jak często po nie sięgam, to ranking wyglądałby tak:

1. Scale Color 75 - Black Metal
2. Mr Hobby - Black Metal
3. Formula P3 - Pig Iron
4. Mr Metal - Dark Iron
5. Citadel - Leadbealcher


Mam nadzieję, że komuś się przyda to moje zestawienie. Jeżeli znacie inne godne wypróbowania ciemne metaliki, to rad byłbym o nich przeczytać w komentarzach!

9.02.2016

Jak kleić plastik?

Ostatnio nauczyłem się jak kleić plastik :-)

Jak kleić plastik, to tylko klejem Mr. Hobby. Kropka.

No ale zacznijmy od początku. Jakiś czas temu nawiedziłem sklep modelarski celem zakupu kleju. Jako, że do tej pory byłem fanem kleju z igłą od Wamodu (ma dołączony wycior, dzięki czemu igła się nie zapycha) poprosiłem o rzeczony klej. Sprzedawca jednak postanowił pokazać mi coś nowego.

Jak wszyscy dobrze wiemy proces klejenia wygląda tak, że smarujemy obie (lub jedną) klejone części klejem a następnie je przykładamy do siebie i mamy sklejony element. Czyż nie?
Tak, tylko że w większości wypadków dajemy tego kleju za dużo. Klej nam ładnie wypływa zalewając sąsiadujące elementy a może i nawet palec. Jeśli się nie zorientujemy to lada chwila palec wyląduje na jakimś elemencie typu twarz doprowadzając do jego rozpuszczenia.

Co możemy zrobić żeby tego uniknąć? Użyć kleju Mr Hobby. Jak? Postaram się to omówić w kilku krokach.

Tak wygląda nasz nowy klej. Ma zakrętkę i pędzelek. Zaletą pędzelka jest fakt, że trzyma punkt (w odróżnieniu od produktów konkurencji).


Mamy tutaj dwie części, które chcemy skleić, a które właśnie ładnie oczyściliśmy z nadlewek :-)


Składamy części razem (na sucho).


Smarujemy klejem po linii styku obu łączonych elementów. Sic!


Klej nam wnika ładnie w szczelinę tworząc mocne wiązanie, zaś jego nadmiar zwyczajnie... odparowuje!


Ładnie? Ładnie :-)

P.S.

Klejenie w sposób tradycyjny przy użyciu tego kleju się średnio sprawdza. Odparowuje zanim połączymy obie części razem.

19.05.2015

Powietrzny pędzel

Zachęcony lekturą książki Giraldeza postanowiłem spróbować sił i zmierzyć się z nowym wyzwaniem jakim stał się aerograf.

Bardzo długo przymierzałem się do tego pomysłu, ale zawsze odstraszał mnie wysoki próg wejścia. Według blogowych ekspertów nie było sensu kupować aero poniżej 1000zł ani kompresora poniżej 500zł. Jako, że nie mam problemu z wyrzucaniem niewielkich pieniędzy w błoto postanowiłem wypróbować najtańsze dostępne rozwiązanie na rynku. Zamówiłem najtańszy chiński dwufunkcyjny aero wraz z najtańszym możliwym kompresorem. Cena wyniosła mnie około 130zł.

Jeżeli mi się spodoba, zawsze mogę wymienić sprzęt na lepszy. Jeśli nie, nie szkoda będzie tych 130zł.

Mój nowy sprzęt przedstawia się następująco. Zdążyłem już go wypróbować i efekty są całkiem zadowalające. W najbliższych dniach zaczną się na blogu pojawiać pierwsze rezultaty pracy z nową zabawką.



13.03.2015

Klej do metali

Nienawidzę kleić metalowych modeli. Na moje nieszczęście całe Infinity jest w metalu.

W związku z tym postanowiłem się uzbroić w nową broń i muszę przyznać, że jestem całkiem zadowolony.


Jest to klej, zakupiony w Ciastoramie, sporo droższy od super glue (około 16zł), ale ma 2 duże zalety.
Po pierwsze nie zasycha tak szybko (czyli nie jest jednorazowy).

Po drugie ma pędzelek, dzięki czemu nakłada się go dużo przyjemniej.


Polecam i pozdrawiam, Piotr Fronczewski ;-)

9.11.2014

Figurkowy Karnawał Blogowy III


W opowiedzi na 3 edycję FKB ogłoszoną przez Quidamcorvusa tutaj opublikuję dzisiaj zdjęcia mojego tajnego laboratorium.

Na swoje potrzeby mam oddelegowany jeden niewielki pokój w którym znajduje się prawie wszystko co mi w życiu do szczęścia potrzebne ;-)

Podstawowy element wyposażenia to oczywiście dwa ikeowskie biurka. Jedno do pracy z ludkami, drugie do komputera.



Kolejnym niezbędnym elementem jest ikeowska gablotka, w której rzecz jasna już od dawna brakuje mi miejsca i to pomimo dostawienia dodatkowych półek. W związku z tym cała masa ludków musi się kisić w pudłach i kartonach. Obok gablotki znajdują się paczka i głowa gitarowe, które służą do ukrycia blatów do grania :-)


Na gablotce stoją ikeowskie pojemniki w których trzymam makiety. W jednym te do fantasy, w drugim do sci-fi.


Pod gablotką znajduje się mała szafka na pozostałe makiety.



Poniżej zaś szuflada na bitsy & niesklejone/niepomalowane elementy figurek.



Zbliżenie na biurko ludkowe. Mam na nim trzy źródła światła. Jedno główne, mocniejsze oraz dwie małe lampki ledowe. Na biurku znajduje się też czarna metalowa skrzyneczka w której trzymam aktualnie malowane ludki. Oraz mały plastikowy segregator na jeszcze bardziej aktualnie malowane ludki. Na nim rzecz jasna stoją najbardziej aktualnie malowane ludki. Na samym biurku stoją ludki, które tak naprawdę maluję.



 Tutaj zaś widać jeden z moich głównych bit boksów. W tym mam zastosowany podział wg funkcji bitsów. Osobno główki, rączki etc...



Pod biurkiem ludkowym znajduje się duża szuflada w której trzymam farbki oraz część elementów do wykańczania podstawek .


Mój koszyczek do pędzli (zakupiony gdzie? w Ikei!) w pełni oddaje mój chomiczy charakter. Bo nawet 10-letni kijek kompletnie bez włosia można do czegoś wykorzystać ;-)


Biurko komputerowe z nadstawką na klamoty.


Szuflada na pozostałe bits-boksy. Te są upakowane według źródła (elfy, dwarfy, dark elfy etc...)



Ostatnim elementem pracowni są przyrządy do wykonywania zdjęć. Do tej pory posługiwałem się stareńkim Olympusem SP-510 uz, jednakże jego matryca jest bardzo mała, co bezpośrednio przekłada się na jakość publikowanych przeze mnie fotek. Dlatego czasem posiłkowałem się też fotkami produkowanymi przez iPada.

Wpis QC z Karnawałem Warsztatowym zmobilizował mnie w końcu do zakupu czegoś lepszego i właśnie te zdjęcia wykonane są już moim nowym nabytkiem, czyli Nikonem D5100 :-)

Kilka przyszłych postów będzie jeszcze zrobionych Olympusem, bo zakolejkowałem je na cały przyszły tydzień, ale potem poziom wizualny bloga powinien ulec znaczącej poprawie.