Moja ulubiona figurka z zestawu. Wygląda jakby zaraz miał rozpłatać na pół trolla, albo coś równie wielkiego.
A tak poza tym to dzisiaj stuknęło mi 100 000 wyświetleń bloga, za co chciałbym podziękować wszystkim odwiedzającym!
17.07.2015
16.07.2015
Unboxing - Age Of Sigmar
Co prawda zestaw Age Of Sigmar recenzowałem już przy okazji prapremiery w Planszóweczce, tym niemniej z czystej przyzwoitości robię unboxa mojego własnego zestawu. Zestaw wpadł w moje łapy z samego rana w minioną sobotę, ale zanim zrobiłem foty i opis zeszło aż do teraz (a piszę tego posta w środę wieczorem :-) ).
No więc w końcu wielkie pudło trafiło w moje łapska. Lubię rozpakowywać nowe ludki, ale otwieranie warhammerowego startera to już dla mnie prawdziwe święto. Samo pudło ma dość standardowe rozmiary i wykonanie (jak na produkty GW przystało) i prezentuje się godziwie.
Grafika przedstawia rzecz jasna starcie sił, które są zawartością pudełka i którymi to dane nam będzie staczać pierwsze bitwy w rzeczywistości Epoki Sigmara.
Zacznijmy od stylistyki nowej rzeczywistości. Jest to w mojej opinii jedna z głównych zalet Age Of Sigmar. Tak, tak, już słyszę te głosy.. co? zwariowałeś? przecież to space marines wydaniu fantasy! itp... itd...
Otóż stylistyka Sigmarytów wynika w całości z ich fluffu, który jest bardzo epicki (nie lubię tego słowa - kalki, ale pasuje ono tutaj jak ulał). Jest bardziej epicki niż cokolwiek z czym mieliśmy do tej pory do czynienia w przypadku Warhammera Fantasy (no może oprócz demonów chaosu). Otóż na zgliszczach rzeczywistości pozostawionych przez Czasy Końca powraca znany wszystkim dobrze Sigmar. Otóż chłopina zagapił się, a w międzyczasie Chaos zrobił zwoje. W związku z tym Bóg-Imperator ;-) musi wziąć sprawę w swoje ręce. Przywraca do życia najlepszych wojowników jacy polegli w boju z Chaosem po czym umieszcza ich w zbrojach przygotowanych przez Grungniego. Co jak co, ale klamoty przygotowane przez krasnoludzkiego boga muszą być wypaśne. W dodatku w środku nich mamy najpotężniejszych wojów jakich znała ludzkość. Sigmar jako bóg młotów i błyskawic rzuca do boju swoje zastępy Stormcast Eternals (bo tak się owi półbogowie nazywają) wszędzie tam gdzie pojawia się Chaos. Pojawiają się oni w towarzystwie błyskawic i sieją zniszczenie i trwogę w szeregach zła. Stary Świat do tej pory zawsze był w odwrocie. Biedni halabardnicy imperialni byli wszystkim co stało na drodze potężnych demonów. Teraz role się odwróciły. Ludzkość ma swoje "demony" właśnie w postaci Sigmarytów. Za każdym razem kiedy któryś ginie, jest ponownie wskrzeszany przez samego Sigmara i powraca do walki. Za każdym razem też bezpowrotnie traci część samego siebie.
Próbowałem wymyślić alternatywny design dla wyżej opisanej armii i szczerze mówiąc nie byłem w stanie. Uważam, że stylistyka opracowana przez GW pasuje tutaj jak ulał. Mimo, że na początku dość sceptycznie podchodziłem do rycerzy w power armorach, to teraz całkowicie się do nich przekonałem, a nawet zostałem fanem! Z pewnością będzie to armia, którą będę w przyszłości rozbudowywać.
Jeśli chodzi o stwory chaosu - tutaj niespodzianki nie ma. Dostajemy klasycznych chaos warriorów i marauderów w mocno Khornowej otoczce. Dość odjechany jest design wielkiego potwora - Khorgoratha, jest to bestia która żywi się ludzkimi kośćmi żeby ulżyć sobie w cierpieniu jakie zesłał na nią sam Khorne. Wygląda jak wielkie bydle z głową pająka - jednym słowem paskuda.
Poniżej zamieszczam fotki wyprasek (z dwóch stron). Liczba detali powala. To nie są push-fitowe uproszczone modele z poprzednich podstawek. Mamy tu wieloczęściowe skomplikowane modele projektowane w technologii 3D. Games Workshopowe Top Quality. W tym momencie Mantic i Avatars of War mogą spokojnie odejść z biznesu i zająć się na przykład uprawą kartofli ;-)
Tutaj mamy pewną nowość, po nieskończonej liczbie lat zmienił się design miarki GW dodawanej do zestawu. Ta jest niebieska i pusta w środku (a przy tym nieco grubsza).
Przechodzimy teraz do papierowych elementów. Głównym z nich jest książka wprowadzająca do gry. Jest to zbiór fluffu, ilustracji, wprowadzenia do gry, tutoriali jak malować ludki oraz warscrolli poszczególnych jednostek. Książka wydana jest pięknie i ma wspaniałe ilustracje. Do tej pory każda nowa książka do warhammera zawierała kombinacje istniejących artów plus kilka nowych. Teraz wszystko jest nowe. Nowe i pachnące ;-)
W pudle znajdziemy też instrukcję do gry. Tak, tą samą, która jest dostępna online. Tak, ma cztery strony. Kiedy usłyszałem po raz pierwszy o czterech stronach pomyślałem - ok w sumie to zwykłego warhammera dałoby się upakować na 8 stronach więc nie widzę przeszkód. Teraz stwierdzam, że zasady są znacznie dłuższe. Każdy warscroll dodaje praktycznie nowe zasady. Kiedyś w warhammerze były zasady typu fear, hate itp, i dany oddział albo je miał albo ich nie miał. Teraz każdy oddział wywołujący strach może mieć ten strach w innym wydaniu, ale to jest dokładnie opisane na scrollu dzięki czemu nie zaśmieca zasad głównych. W mojej opinii jest to bardzo czytelne i eleganckie rozwiązanie a przy tym daje nieograniczone możliwości rozszerzania zasad wraz z wypuszczaniem nowych ludków. Ktoś pewnie powie - ale jeden oddział z przegiętą zasadą rozwali całkiem balans gry... Czyżby? :-)
W pudle rzecz jasna znajdziemy też instrukcję. Jest ona... bardzo przydatna! O dziwo. Lepiej ją zachować, bo przy niektórych ludkach można się nieźle zamieszać.
A co my tutaj mamy? Okrągłe podstawki! Tak, horror w końcu się ziścił i kwadraty wyleciały ostatecznie z Fantasy. Jeżeli ktoś chce znać moje osobiste odczucia, to ani mnie to ziębi ani grzeje :-) Pozytywnym faktem jest to, że nie trzeba przebazowywać swoich dotychczasowych ludków. Mierzymy od modelu do modelu tak, jakby podstawką był obrys figurki przy rzucie z góry. Mało eleganckie rozwiązanie, ale działa i pozwala nie niszczyć kolekcji figurek jaką ma każdy z nas.
Przejdźmy teraz do post-unboxingu, czyli do sklejania pierwszego ludka - jest nim Vandus Hammerhand czyli dowódca Sigmarytów na Drakocie (to taki nowy stwór ze świata AoS).
Poniżej widzimy wszystkie elementy figurki. Tak jest ich sporo i można się pogubić. Instrukcja w tym wypadku jest niezbędna, więc lepiej jej nie wyrzucać :-)


Wycinanie i sklejanie trwało w moim przypadku dobrych kilkadziesiąt minut, więc nie jest to bułka z masłem. W dodatku bardzo łatwo uszkodzić elementy figurek przy wycinaniu. Zalecana jest duża ostrożność!

I na tym kończę ten przydługawy unboxing, bo ludki same się nie pomalują :-)
15.07.2015
Dragon Ogre 2
Drugi ze smoczych ogierów. Te zdjęcia tego nie oddają, ale te ludki są ogromne! Kiedyś zamieszczę fotki porównawcze dla lepszego odniesienia skali.
14.07.2015
Dragon Ogre 1
Dragon Ogre, choć właściwie powinno się teraz mówić Dragon Ogor (tak, nie ma różnicy w wymowie - I see what you did GW ;P ).
Uwielbiam ludki starych oldskulowych metalowych smokogrów. Tym niemniej nowe wzory również przypadły mi do gustu. Poniżej przestawiam efekt moich zmagań z pędzelkami i aerografem.
Uwielbiam ludki starych oldskulowych metalowych smokogrów. Tym niemniej nowe wzory również przypadły mi do gustu. Poniżej przestawiam efekt moich zmagań z pędzelkami i aerografem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































