Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Games Workshop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Games Workshop. Pokaż wszystkie posty

9.01.2018

10 Najgorszych produktów GW roku 2017 (wg Maniexite)

Skoro powiedziało się a, trzeba powiedzieć b. Wychwalałem już moje ulubione produkty Games Workshop, pora na łyżkę dziegdziu. Rzecz jasna nie mogę się wypowiedzieć uniwersalnie o tym, że produkt był zły nie mając danych sprzedażowych ani nawet nie znając strategii releasów. Mogę się co najwyżej wypowiedzieć o przydatności danego produktu DLA MNIE. I to właśnie zrobię, mimo że jestem w stu procentach przekonany o tym, że niektóre z wymienionych pozycji mogą być dla kogoś innego bardzo udane. I to jest właśnie piękne w tym hobby. Coś odrzucone przez jednego może zostać pokochane przez kogoś innego. W końcu co człowiek to preferencje, indywidualna wrażliwość i postrzeganie estetyki.

Zatem przejdźmy od słów do słów.

10. Necromunda

Wiem, że to pozycja wywoła naprawdę sporo kontrowersji i dobrze. Pozwolę sobie powiedzieć co z mojej perspektywy jest nie tak z tym releasem, choć może jednak zacznę od plusów.

+ Bardzo dobre zasady, znacznie ulepszony Shadow War
+ Bardzo ładne kafle i markery
+ Śliczne figurki

No dobra, skoro najważeniejsze rzeczy się zgadzają to w czym problem? Ano w tym, że Necromunda wyszła w najgorszym możliwym momencie. Jak to? Po pierwsze, miała już konkurencję w postaci Shadow Wara. Tytuł ten w zamiarze miał najprawdopodobniej być tylko pretekstem do wypuszczenia terenów i zutylizowania nadmiarowych zestawów z orkami i scoutami (podobnie jak planszówka Lost Patrol). Jednakże wskutek tego, że dało się w niego grać praktycznie każdą frakcją z 40k zainteresowanie nim przerosło oczekiwania GW. W związku z tym nawet musieli na szybkiego sklecić podręcznik w wersji stand-alone.

Kolejną kłodą pod nogi był Shadespire. Kolejny planszowy skirmish, wydany miesiąc wcześniej. Co z tego że fantasy a nie 40k? Wbrew pozorom sporo ludzi lubi jedno i drugie.

Ostatnim problemem Necromundy jest moim zdaniem format w jakim została wydana. Do jej planszowej wersji potrzebna jest wyłącznie podstawka. Zaś do pełnej wersji 3D potrzebny Shadow War (tereny), podstawka do Necromundy ORAZ podręcznik kampanijny. To spory próg wejścia szczególnie w porównaniu z Shadow Warem gdzie na dobrą sprawę wystarczą posiadane figurki, kostki i znaczniki oraz pojedyncza książka (w dodatku w bardzo dobrej cenie). Kolejnym czynnikiem odstraszającym jest wydanie na początek tylko dwóch band, gdzie ludzie z góry wiedzą kim chcieliby zagrać i będą czekać miesiącami albo latami na swoją upatrzoną frakcję.



9. Stormcast Eternal Vanguard Hunters

Jak zrobić lekką piechotę we frakcji złożonej z samej ciężkiej piechoty? Dołożyć im płaszczyki... Niech te słowa wystarczą, bo modele te nie zasługują na ani słowo więcej.


8. Primaris Marines Veteran Sergeant

Nie, nie mam nic przeciwko Primarisom. Są znacznie bardziej udaną linią od Stormcastów (w każdym razie według mnie). Problem z tym ludzikiem jest taki, że jest limitowany, kosztuje worek cebulionów a.... w zasadzie nie różni się niemal niczym od każdego sierżanta z podstawki. To ma być limitowana figurka? Wygląda jakby ktoś wziął model 3d primarisa, ułożył mu inaczej rączki, dołożył miecz i purity seal i.... poszło! Dwója z minusem za nieodrobienie pracy domowej w sposób należyty!

 7. Typhus
Ten ludzik ma kilka plusów. Wygląda jak Typhus, ma fajną zbroję, ma genialne nurglingi ale.... No właśnie. Całość efektu psuje "ale" w postaci głupiej pozy, która moim zdaniem rujnuje tę figurkę! Stary Typhus jest zdecydowanie lepszy. Nawet Lord z podstawki do Dark Imperium jest o niebo lepszy (i groźniejszy)

6. Vanguard Raptors

Ten sam problem co z Vanguard Hunters plus do tego mamy debilnie wyglądające arbalesty. Sytuację ratują nieco ptaki, ale nie na tyle, żeby figurki te mogły wymiksować się z tej listy.

5. Lord Celestant / Krzysztof Cugowski
Nie dość, że kolejny stormcast, kolejny celestant, to jeszcze z twarzą znanego polskiego wokalisty. Nie żebym coś miał do Budki Suflera, ale panu Krzysztofowi sugeruję rozważenie wyciągnięcia trochę kabony od GW na drodze sądowej ;-)


4. Age of Sigmar Skirmish


Żeby nie było. Uważam że sam skirmish dla AoS był potrzebny od dłuższego czasu. Z resztą ludzie sami stworzyli ich co najmniej kilka. Sęk w tym, że ten od GW nie jest w niczym lepszy od fanowskich a w dodatku ma spore problemy z balansem frakcji. Do luźnej gry jest właściwie OK, w dodatku jego cena jest wyjątkowo dobra, ale jednak osobiście spodziewałem się czegoś znacznie, znacznie lepszego i bardziej dopracowanego.

3. Triumvirate of Ynnead

Po pierwszym, bardzo udanym triumwiracie, z którego zakupiłem Belisariusa i inkwizytorkę przyszła kolej na następną paczkę na której naprawdę srogo się zawiodłem. Główny model, czyli jakiś tam bożek eldarski to zupełnie nie moja estetyka, w dodatku zupełnie nie mam pomysłów na to żeby przerobić go na cokolwiek dla mnie użytecznego. Dalej mamy eldarską matronę ze zwierzaczkiem. Ani matrona nie jest specjalnie urodziwa ani zwierzaczek pociągający. Całość ratuje dark eldar w czerwonej zbroi, ale jest on co najwyżej poprawny i nie robi na mnie efektu wow. Z tego co napisałem może wynikać, że po prostu nie lubię Eldarów, ale to nie prawda! Jest sporo eldarskich modeli które naprawdę szanuję, jednak ten zestaw zupełnie do mnie nie przemówił.


2. Index Orks

Nie chodzi mi o cały indeks a wyłącznie o jego orkową część. Jak można było tak zaniedbać najfajniejszą frakcję w czterdziestce? Orki zostały mocno osłabione i realnie nie mają większych szans z mocnymi buildami innych armii. Tak, wiem, w poprzednich edycjach też nie miały łatwo, ale do tego miała służyć 8-mka żeby to naprawić! Gra orkami jest mocno losowa, liczba przydatnych jednostek jest niewielka, a cała reszta ich jest zbyt droga punktowo. W dodatku Chapter Approved przy wielu rozsądnych aktualizacjach punktowych dla innych frakcji oraskom w niczym nie pomógł, jedynie podwyższył koszty jedynych grywalnych jednostek :-) Jednak nadzieja dla zielonych nie jest stracona, pełnoprawny kodeks jest w drodze i może jeszcze sporo namieszać!

1. Warhammer Quest - Shadows over Hammerhall

Jako wieloletni fan Warhammera Questa na tym produkcie zawiodłem się najmocniej! Silver Tower miał swoje minusy, ale jako gra się bronił, potrzebował dopracowania paru elementów takich jak lepsze kafle albo opcja grania z mistrzem gry. SoH wprowadził te zmiany, ale nie w taki sposób aby wyszły one grze na lepsze. Kafle mimo że prezentują się nieco lepiej niż te z Silver Tower są daleko w tyle za oryginalnymi ze starego questa. Sama rozgrywka nie została na tyle poprawiona aby uzasadniać zakup kolejnej gry. A teraz najgorszy grzech. Ten tytuł nie zawiera ani jednego nowego ludzika, gdzie ST miał wyłącznie nowe wzory ludków. SoH jest podręcznikowym przykładem na to, jak nie należało kontynuować linii Warhammera Questa. Mały dodatek pozwalający na kontynuację oryginalnej kampanii w jakimś nowym settingu byłby o niebo lepszy.

Macie jakieś swoje własne typy na najgorszy produkt GW tego roku? Uważacie, że byłem za bardzo surowy w ocenie tych, które wymieniłem? Zapraszam do komentowania.

8.01.2018

Okiem fanboja I - Styczniowe nowości

Kolejny raz luźne pogaduchy z QC zaowocowały czymś nowym. Oficjalnie ruszam z nowym cyklem postów na Maniexite w których będę omawiał ludkowe nowości. Co mogę obiecać, to to, że będzie maksymalnie subiektywnie jak tylko się da. W dzisiejszym odcinku szybko omówię nowości ludkowe od GW jakie zapowiedzieli na styczeń.
Fala Nurgli.


Przyznajcie sami. Obrazek prezentuje się naprawdę zacnie! Gdyby nie fakt, że rok temu zaprzedałem swą duszę Tzeentchowi wpadłbym jak śliwka w kompot! Do już wspaniałej linii modeli dołączają całkiem łakome kąski. Rzućmy na nie wszystkie okiem po kolei.

The Great Unclean One.


Lord of Change jaki pojawił się rok temu miał 3 wersje buildów. GUO ma również 3 z czego jedna jest Named Characterem (podobnie jak Kairos rok temu). Jak wygląda sam ludek? Jak dla mnie dokładnie taki powinien być Wielki Nieczysty. Jest krowiasty, wygląda jak worek okropieństwa na nóżkach, jest cały pokryty bąblami, ranami i innym plugastwem i jest uśmiechnięty. W dodatku towarzyszące mu nurglingi są o wiele bardziej śmiechowe niż horrorki z obstawy LoC. Minusów w tym ludziku nie stwierdzam (no może poza ceną, jest odrobinę droższy niż jego Tzeentchowy ekwiwalent). Ode mnie dostaje ocenę w pełni zasłużone 5.


Feculent Gnarlmaw (Blight Tree)
Tym razem jest to element terenu, który będzie dawał bonusy nurglitom (albo zdolność teleportowania, nie pamiętam dokładnie). To jest dla mnie najciekawsza pozycja z tego całego release'a, bo dość uniwersalna. Już widzę te konwersje, gdzie drzewo wyrasta sobie z imperialnego domku niczym sceneria w komputerowym Mordheimie. A przy tym cenowo wygląda dość przyzwoicie, bo da się je dorwać za nieco ponad 70 cebulionów. Do pełni szczęścia brakuje mi jakiegoś soczystego nurglinga i za to obniżam ocenę do 4.5

Beast of Nurgle

Na ten model przyszło nurglitom czekać bardzo długo i jak dla mnie wygląda on tak jak należy. Przypomina mi nieco animowane stworki z Monty Python and the Holy Grail, jest duży i ewidentnie nawiązuje stylistyką do reszty nurglowacizny. Jedyne co w nim nie powala to cena, bo o ile mnie alzheimer nie myli to będzie to coś w okolicach 150zł. Solidne 4.


Heralds of Nurgle


Dwa modele, oba fajne. Pierwszy z nich gra na dudach zrobionych z kości i serca jakiegoś wielkiego stwora, do tego trzyma kukiełkę z dzwoneczkami i towarzyszy mu roztańczony Nurgling.
Drugi to gość z długą trąbą przechodzącą w wielką wrzeszczącą japę. W jednej ręce trzyma pióro a w drugiej scrolla, który zakończony jest nurglingiem wesoło pałaszującym jego zawartość. Żeby było odpowiednio odrzucająco, herald ma inne scrolle przytroczone do brzucha swoimi własnymi jelitami.
Jak dla mnie oba modele są zrobione z pomysłem i odpowiednią dawką humoru. Cenowo nawet do przełknięcia, bo sporo tańsze niż np Primarisowi bohaterowie. W obu przypadkach w pełni zasłużone 5.


Pusgoyle Blightlords



Przechodzimy do nieco mniej oryginalnych modeli. Mamy tu znane wszystkim muchy (których fanem nigdy nie byłem) dosiadane przez jedne z najlepszych modeli jakie wypuściło GW (Putrid Blightkings). O ile jeźdźcy są całkiem super, to już ich wierzchowce nie bardzo mnie przekonują. Ode mnie leci 3.5, choć wiem że modele te i tak znajdą swoich fanów.


Lord of Blights


I tym sposobem przechodzimy do najmniej udanego modelu z tej serii. Nie zrozumcie mnie źle. Ludzik jest piękny, ale jest zbyt podobny dotychczasowego nurglowego lorda. No i nie do końca kumam tę szubienicę z głowami. Daję naciągnięte 3.

Release nurglowy został przerobiony więc możemy przejść do części drugiej.

Malign Portents. Wiemy o tych ludkach, że wyjdą, ale jeszcze chyba nie wiemy kiedy dokładnie.


Generał Wraith

 Ludzik dość ciekawy a do tego Death nie otrzymał niczego nowego od tak dawna, że fani tej frakcji czekali na to jak na wybawienie. Jak to mówią lepszy rydz niż nic. Model trzyma się starej i znanej stylistyki undeadów, jest odpowiednio upiorny i czuć od niego chłodem. Solidne 4.

Gobliński grzybolubny szaman
Mój faworyt z tej grupy. Jest to ewidentnie night goblin. Jest to ewidentnie szaman i ewidentnie lubi grzybki, których ma pod dostatkiem nie tylko w każdym zakamarku płaszcza, na kosturze, a nawet na głowie w postaci wielkiego kapelusza. A na deser ma familiara squiga również mocno zgrzybiałego. Na takie night gobasy czekałem i ode mnie leci w pełni zasłużone 5. Oczyma wyobraźni widzę też squigi przejmujące rolę nurglingów w przyszłych releasach okołogoblińskich.

 Barbarzynka
Na ten model napaliło się chyba najwięcej ludzi, a mnie on umiarkowanie przekonuje. Z pewnością koleżanka świetnie będzie wyglądać u boku Darkoath Chieftaina z Silver Tower. Ode mnie 4. Jest ładnie, ale to jednak nie moja baja.

 Lord Ordynator
Stormcast Eternal z dwoma młotami ukradzionymi od warrior priesta. Do tego ma główkę od imperialnego inżyniera. I tylko dzięki tej głowie mamy naciągane 2

6.01.2018

TOP 10 produktów GW roku 2017

Nowy rok, napisałem już dwa posty podsumowujące, więc można by powiedzieć dość, ale nie tym razem. Za namową QC napiszę jeszcze jedno podsumowanie :-)

Jako naczelny fanboj GW na Wrotach pokuszę się o Top 10 produktów jakie GW wydało w tym roku. Nie, nie będzie to w żadnym wypadku obiektywne podsumowanie. To będzie maksymalnie subiektywna lista całkowicie pod kątem moich potrzeb i upodobań. Czemu tak? Bo inaczej się nie da, a każdy kto tak pisze - kłamie! ;-)

Zatem zacznijmy przegląd zawartości mojego hobby roomu, gablotki, biurka, szuflad i regałów.

Brzdęk, trzask, dźwięk tłuczonego szkła, łup, bęc, wrzask kota.

OK, gotowe, możemy przejść do listy!



10. Citadel Skulls

Listę otwiera całkiem przydatna i uniwersalna paczka w bardzo dobrej cenie. Za mniej niż 50 cebulionów otrzymujemy dożywotni zapas czaszek, bo jak wiadomo żadna makietka/diorama/podstawka w warhammerach nie obejdzie się bez nadmiaru czaszek! Czaszunie występują w wielu wariantach rasowych. Dla każdego coś miłego. 

9. Sector Imperialis Objectives - Warhammer 40k

Kolejna pozycja to przepięknie wykonany zestaw objective markerów. Nieco droższy od poprzedniego pudełka ale za to bardzo klimatyczny. Misja z ratowaniem rozbitka z drop poda? Rozbrajanie bomby? Hackowanie komputerów? Przekaźników? Do wyboru do koloru.

8. Kharadron Overlords - Age Of Sigmar

Kolejna pozycja to nowa armia do gry Age Of Sigmar. Przerośnięte krasnoludy w hazmat suitach uzbrojone po zęby w steampunkowe giwery i podróżujące na latających statkach. Połączenie Moby Dicka z Kapitanem Nemo w krasnoludzkim sosie. Mieszanka iście wybuchowa, jednym przypadła do gustu innym wręcz przeciwnie, ale jedno można powiedzieć - nikt nie przeszedł obok nich obojętnie. Mój mały kontyngent jest jeszcze w trakcie malowania, ale już powoli coraz bliżej do końca...

7. Redemptor Dreadnought - Warhammer 40k

Kolejna pozycja dla fanów ciężkiego sprzętu, choć tym razem ze stajni czterdziestkowej. Nowy model drednota. Nowy, większy, twardszy i z jeszcze większą siłą ognia. Przypomina odrobinę EDa 209 czym od razu kupił sobie moje uznanie. No i zamiast tej wielkiej plazmy można mu dać obrotówkę, a obrotówki są przecież najfajniejsze. Mój już jest co prawda pomalowany, ale jeszcze do tej pory nie udało mi się go przetestować na polu bitwy.

6. Sector Mechanicus Bases - Warhammer 40k

Komplet podstawek dla leniwych w dobrej cenie. Przy moim speedowym malowaniu załatwiłem w ten sposób wszystkich swoich space marines w try miga. Szybko i bezboleśnie (zarówno dla pędzla jak i portfela).

5. Lord Of Change - Age Of Sigmar



Z reguły do dużych modeli podchodzę z ostrożną rezerwą. Nie mam za dużo wolnego miejsca a to draństwo zabiera go sporo, ale koło Większego Demona Tzeentcha nie dało się przejść obojętnie. Od zawsze demony tego boga były moimi ulubionymi i w końcu w tym roku Tzeentch doczekał się nowych ludków.

4. Sector Mechanicus - Warhammer 40k


Ten zestaw terenów do Warhammera 40k podbił moje serce momentalnie. I momentalnie zastąpił na moim stole większość prostych domków z pianki modelarskiej robionych jeszcze z myślą o Infinity.
Największą zaletą budynków z tej serii jest ich modularność i możliwość kombinowania wielu zestawów ze sobą. Dzięki temu możemy uzyskać świetne wielopoziomowe tereny w klimacie dawnej nekromundy. Do pełni szczęścia potrzeba do tego trochę przeszkadzajek typu scatter terrain i jesteśmy w domu.

3. Shadespire



Do tego tytułu podchodziłem bardzo sceptycznie. Reklamowany był wszak jako gra typu competitive a ja z definicji stronię od tego rodzaju rozrywki. Tym niemniej spróbowałem i przekonałem się! Gra ma bardzo łagodny próg wejścia, ciekawą mechanikę, używa talii kart, a do tego ma przepiękne figurki. No i na koniec najlepsze, jest wyjątkowo tania jak na GW. Często jest porównywana do X-winga, ale w mojej opinii jest nieco trudniejszym tytułem. W każdym razie nie da się w to grać z 6-latkami, a w X-winga jak najbardziej.

2. Primaris Space Marines - Warhammer 40k

Pora na mocno kontrowersyjny punkt. Primaris Space Marines, którzy podzielili fandom na "starych wygów", którzy nienawidzą nowych Space Marines za gwałt na fluffie i zmianę wyglądu ich ukochanych marianów, oraz na gimbazę która się jara nowinkami i świecidełkami bez charakteru i klimatu. Ja oczywiście zaliczam się do tych drugich :-) W końcu pojawiły się ludki marinesów bardziej odpowiadające ich książkowym odpowiednikom, unowocześnione stylistycznie, a przy tym mający w mojej opinii bardzo wysoki "cool factor". To są modele, które aż chce się malować i jak musiałem po nich wrócić do malowania ich karłowatych kuzynów - czułem pewien niesmak.
Reasumując - Primarinesi tchnęli trochę świeżości w skostniałe designy starych poczciwych marines, którzy w mojej opinii nie mieli już nic nowego do zaoferowania po swoim ostatnim, niemal doskonałym pudełku tacticali.

Przechodzimy zatem do ostatniego podpunktu tego zestawienia. Panie i Panowie.... Numer Jeden!

1. Warhammer 40k - 8th Edition

O nowej edycji czterdziestki rozpisywałem się już wszędzie na wszystkie możliwe sposoby, ale powtórzę to wszystko jeszcze raz. Nowa edycja stała się tym, czego oczekiwałem od czterdziestki. Grywalną grą z łatwym progiem wejścia, z prostymi (lecz nie prostackimi) i logicznymi zasadami z odpowiednim poziomem abstrakcji. Biorąc pod uwagę fakt, że GW regularnie wypuszcza nowe kodeksy armijne, wyłapuje "bugi" i szybko je łata w FAQach, aktualizuje koszty punktowe tak często jak to możliwe, Warhammer 40k ma szansę stać się bitewniakiem niemal idealnym, a z całą pewnością jest to najlepsza edycja czterdziestki w mojej prywatnej opinii.

Tak oto prezentuje się lista moich top 10 produktów jakie Games Workshop wydał w tym roku. Jak wiadomo, co człowiek to indywidualne potrzeby, opinie oraz preferencje, także jeśli ktoś z Was ma własną listę top 10 - zapraszam do podzielenia się nią w komentarzach.


5.01.2018

Klęska urodzaju

Ostatni rok w wydaniu figurkowego Giganta z Nottingham był wyjątkowo obfity w różne dobra. Pojawiły się trzy nowe armie do Age of Sigmar:
- Tzeentch
- Kharadron Overlords
- Nurgle (który właśnie wychodzi)

Oraz kilka książek:
- Generals Handbook 2017
- AoS Skirmish
- AoS Path to glory

Dalej była nowa edycja Warhammera 40k, po której wyszło chyba około 10 codexów armijnych. Oraz cała masa nowych ludków do Death Guardów i Primaris Space Marines, a na koniec wisienka na torcie czyli chapter approved i cała masa faqów i aktualizacji zasad i kosztów punktowych.

Z perspektywy czasu jest to ewenement jeśli chodzi o agresywność w wypuszczaniu nowych produktów. A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo oprócz swoich okrętów flagowych Games Workshop zainwestowało także w pomniejsze tytuły.

- Gangs of Commorragh, czyli planszówko skirmish nawiązujący do starego Arena of Blood
- Warhammer Quest, Hammerhall, czyli re-iteracja Silver Tower w nowej lokacji z wymaganym tym razem mistrzem gry
- Shadow War, czyli pełnoprawny skirmish w realiach czterdziestki pozwalający na rozwój bandy i opierający się w całości na zasadach starej Necromundy, w dodatku dostał też masę przepięknych dedykowanych terenów w wysokiej jakości plastiku
- Shadespire, czyli planszówko-skirmish w realiach Age of Sigmar
- Necromunda, czyli Shadow War, z unowocześnionymi zasadami i bandami z oryginalnej Necromundy zamiast frakcji z czystej czterdziestki


Dla każdego coś miłego, na brak zainteresowania konsumentem przez GW chyba nie ma co narzekać, prawda?



No ale, pojawia się w tym momencie pewien zgrzyt. Cofnijmy się trochę w czasie do początku roku i prześledźmy bieg wydarzeń z perspektywy hobbysty-maniaka takiego jak ja.

Jest styczeń i zaczyna się mocny release tzeentchowy. W związku z tym muszę odpuścić Gangs of Commorragh, którego normalnie chyba bym nie odpuścił (i nie odpuściłem, ale o tym potem). Cała kasa idzie w ludziki do Tzeentcha, bo jestem jeszcze zhajpowany Silver Towerem, którego mam chęć rozbudować do pełnoprawnej armii aosowej. Kupuję pudło akolitów, kupuję horrory, kupuję wielkiego ptaka, kupuję tzaangory na dyskach i szamana, sklejam, maluję, dokupuję trochę tzaangorów na piechotę. Armia rośnie w siłę, kupuję książkę armijną, gram dwie bitwy, decyduję się pomalować starych chaos warriorów w barwy tzeentcha - jest generalnie super, choć powoli męczę się niebieskimi kolorkami.

W międzyczasie pojawia się Warhammer Quest. Trochę szkoda, że standalone nie dodatek, trochę szkoda że nie ma ani jednego nowego ludzika, po prostu wydrukowali nowe kafle i wsadzili nieco istniejących ludków. Wolałbym pełnoprawny dodatek do Silver Tower, w pełni kompatybilny. Odpuszczam kupno (choć nie do końca, bo udaje mi się wyłowić na allegro całość pudła minus ludziki za jakieś śmieszne cebuliony).

No ale czas idzie do przodu, pojawiają się Kharadrony. Przepiękna armia. Na steampunkowe krasnoludy czekałem całe życie, to jak mam ich odpuścić? Są plany na wielką armię. Ostatecznie zaczynam od książki, pudła piechoty, średniego statku i admirała. Jest co malować. Zaczyna się sklejanie, malowanie i... Games Workshop wypuszcza niemal w tym samym momencie Shadow Wara. No kurde, shadow war to tak naprawdę necromunda. Można grać małą liczbą ludzików! Każda armia z czterdziechy. I jeszcze te piękne tereny. Jak tu odpuścić? 

Kharadrony dołączają do niedokończonej armii Tzeentcha i ustępują miejsca bandom do Shadow Wara. Domalowuję mechanicusy (a przy okazji dokupuję start collectinga), konwertuję sobie bandę inkwizycji, robię bandę Necronów, Space Marines, Orasków ... gramy. Nawet sporo razy, więcej niż w AoS od początku roku. Jest fajnie, nawet bardzo fajnie i co? GW wypuszcza nową, odchudzoną edycję czterdziestki. Taką zsigmaryzowaną. Taką na jaką czekałem od lat. 

I co? I jest dobrze, niczego nie muszę kupować, bo przecież mam masę ludzików do 40k, którymi nigdy nie grałem. Więc Shadow Warowe bandy zostają rozbudowywane. Domalowuję trochę pojazdów, dokupuję trochę ludzików. Wychodzi wreszcie starter do 40k. Przepiękny. Jest to najlepiej wykonany starter chyba w całej historii GW. Cudowne modele DeathGuardów, świetni Primaris Marines (w końcu Space Marines do których wyglądu nie mam zastrzeżeń!). No jak ja mogę to odpuścić? Oczywiście, że nie mogę. Kupuję starter. Po kilku tygodniach wewnętrznej walki z samym sobą decyduję się na pozbycie się DeathGuardu. To dobra decyzja, bo i tak mam milion armii którymi nie gram. No ale zaczyna się szał czterdziestki. Zasady są intuicyjne, szybkie, przyjemne. 40k 8th edition to gra napisana pode mnie. Jest grane i to sporo. Przy okazji postanawiam delikatnie rozbudować moich Dark Eldarów powiększając ich liczbę o upolowane pudło Gangs of Comorragh (co się odwlecze...).

Tzeentch gnije nie ruszony, Kharadroni jeszcze bardziej. Shadow War został żywcem pogrzebany przez fajniejszą "ósemkę". Na czterdziestkę naprawdę robi się moda i wszystkie okoliczne nerdy zaczynają grać i malować. Sielanka nie trwa długo bo wychodzi... Shadespire. Bardzo solidne zasady, świetna cena, genialne ludziki. Nerdy rzucają się, choć nie aż tak jak na 8-mkę. Zaczyna się malowanie, bo granie niepomalowanymi armiami z 3 ludzików to jest UBER wstyd. Wstyd też pomalować je na odwal się, więc mozolnie powstają bandy a tu jakby nigdy nic GW wypuszcza Necromundę...

I chyba w tym momencie zamanifestował się ostatecznie problem, który samo GW stworzyło swoją polityką wydawniczą. Z zaprzyjaźnionych nerdów Necromundy nie kupił NIKT. Nawet ja. Powtarzam sobie, że kupię gang Delaquów jak kiedyś wyjdzie...



Obraz jaki się rysuje z tej historii jest dość prosty. GW musi przestać wypuszczać nowości :-)
No, w każdym razie wyszło by chyba na lepsze gdyby mieli spójną wizję tego co wypuszczają i w jakiej kolejności, bo po tym roku odniosłem wrażenie, że mają tam kilka zespołów, które rywalizują między sobą i wzajemnie sobie podcinają skrzydła. Czyżby konkurencja dla GW była już na tak niskim poziomie, że sam Gigant z Nottingham musi być swoim własnym rywalem?

Dobra, ktoś może powiedzieć, że jestem psycholem, normalnych ludzi ten problem nie dotyczy, bo nie kupują wszystkiego co mu GW pod nos podstawi, sęk w tym, że nie tylko ja tak miałem, podobne przeświadczenie mieli ludzie z którymi rozmawiałem na ten temat.

Gdzie tkwi błąd? Pozwolę tutaj sobie wyrazić swoje własne zdanie. Zdanie z którym można oczywiście się zgodzić lub nie. Otóż największy problem GW według mnie to wypuszczanie produktów które są swoją własną konkurencją.

Silver Tower - Hammerhall, dwie bardzo podobne gry. Posiadanie jednej wyklucza według mnie potrzebę zakupu drugiej. Gdyby Hammerhall pozwalał na kontynuację kampanii z Silver Tower byłby znacznie lepszym produktem. Osobiście liczyłem bardziej na coś w rodzaju dodatków do starego Questa.

Gangs of Commorragh, Shadow War, Necromunda. Trzy skirmishe do 40k wydane w tym samym roku. Pomiędzy nimi powinny być nie miesiące, a lata. Każdy ma nieco inny smaczek, ale to dalej jest podobna forma zabawy.

Tzeentch i Kharadroni. Ha! Ktoś powie, że to dwie totalnie różne armie. To prawda, ale to też dwie zupełnie nowe armie (u Tzeentcha mam na myśli nie-demoniczną podfrakcję). Totalnie nowe armie powinny dawać więcej oddechu kolekcjonerom np w postaci jakichś repacków albo wznowień wypuszczonych w międzyczasie. Ewentualnie niewielkich wypustów do istniejących armii (Death!).

Wbrew pozorom sporo sensu mają książki i gry do Sigmara. Mamy tu Shadespire, który po ograniu może bardzo szybko stać się Skirmishem, który to w ramach domalowywania armii może płynnie przejść w Path to Glory, na koniec którego są już pełnoformatowe armie do Age of Sigmar. A jak wyjdzie nowa superfajna frakcja, to zaczynamy wszystko od początku, w dodatku możemy przerwać w dowolnym momencie, a potem nawet można grać mariażem kilku mini-armii bo przecież AoS jest na tyle elastyczny że nie ma z tym problemu. W każdym razie tak długo jak nie pomylimy Sigmara z grą turniejową :-)

Motorem napędowym do tego krótkiego ranta była kampania informacyjna Malign Portents, o której miałem napisać więcej, ale chyba nie warto. Kto o niej miał słyszeć - ten słyszał. Według mnie cały ten niewypał znowu wziął się z tego, że różne zespoły miały różne cele i mało że się nie zgrały ze sobą, to jeszcze pewnie poszła tam jakaś ostra rywalizacja. Uroki korpo. A tymczasem spokojnie wracam do malowania.... beastmenów :-)